Skąd się biorą infekcje?

Pigułka antykoncepcyjna, basen, antybiotyki... jest wiele czynników, które powodują naruszenie równowagi bakteryjnej w pochwie. Nie można uniknąć ich wszystkich. Można jednak zapobiec infekcjom, stosując doustne probiotyki.

Kwaśne środowisko pochwy, które zawdzięczamy bakteriom kwasu mlekowego, jest barierą chroniącą nas przed szkodliwymi mikroorganizmami. Kiedy bakterii kwasu mlekowego jest za mało, pojawiają się chorobotwórcze drobnoustroje, a wraz z nimi znane większości z nas objawy – swędzenie, pieczenie i uciążliwy dyskomfort, który skutecznie odbiera radość życia.

Gdy szaleją hormony

W wielu przypadkach odpowiedzialność za utratę równowagi bakteryjnej w pochwie leży po stronie hormonów, które mają wpływ na skład mikroflory w kolejnych fazach cyklu miesiączkowego. Najmniej dobrych bakterii mamy podczas okresu. Wtedy poziom pH w pochwie podnosi się, co stanowi zaproszenie dla chorobotwórczych drobnoustrojów, które mają zwyczaj atakować właśnie w tym momencie.

Ogromny wpływ na intymną mikroflorę ma również burza hormonalna związana z ciążą. Zwiększenie poziomu progesteronu sprawia, że odczyn wewnątrz pochwy z kwaśnego zamienia się w bardziej zasadowy, podobnie jak w czasie miesiączki.

Leki nie są obojętne

Nawracające grzybice i zapalenia pochwy są powszechną zmorą kobiet stosujących antykoncepcję hormonalną, a także tych, które przechodzą klimakterium. Bolesna w skutkach bywa też terapia antybiotykami, które zabijają wszystkie bakterie – te szkodliwe i pożyteczne. Zanim flora bakteryjna się zregeneruje, drożdżaki, stale obecne w pochwie, zdążą zrobić swoje. „W czasie leczenia antybiotykowego, zwłaszcza z zastosowaniem tzw. antybiotyków szerokowidmowych, zniszczeniu ulegają wszelkie bakterie, nawet te niezbędne do utrzymania prawidłowej biocenozy układu pokarmowego i moczowo-płciowego. Probiotyki pozwalają na uzupełnienie niedoborów bakterii saprofitycznych, czyli takich, które ‘współpracują’ z naszym organizmem.” - tłumaczy dr n. med. Ewa Kuś, ginekolog-położnik.

Zakażenie na życzenie

Niestety, często zdarza się, że zaburzenia intymnej mikroflory fundujemy sobie same. Głębokie irygacje wymywają z pochwy dobre bakterie, a stosowanie zbyt silnych detergentów do mycia okolic intymnych skutecznie pozbawia nas naturalnej bariery ochronnej.

„Zbytnia gorliwość w tym względzie może zakłócić naturalne procesy obronne ustroju. Dotyczy to szczególnie pochwy, która ma zdolność do samoobrony przed drobnoustrojami, pod warunkiem, że się jej nie przeszkadza. Płukanie pochwy za pomocą irygatora, nie jest wskazane. Można je przeprowadzać tylko na zalecenie lekarza, stosując preparaty, w których są pałeczki kwasu mlekowego.” - tłumaczy ginekolog.

Grzybicę pochwy możemy również „przynieść” z basenu lub wyhodować pod zbyt ciasną bielizną (ach te stringi). Do rozwoju infekcji pochwy może przyczynić się też nieodpowiednia, bogata w wysoko przetworzone cukry dieta.

Pomoc w tabletkach

Pomimo szczerych chęci nie da się wyeliminować wszystkich czynników szkodliwych dla mikroflory pochwy. Możemy zrezygnować z koronkowych stringów albo czekolady, a nawet z doustnej antykoncepcji, ale z miesiączkowania już nie. Co zrobić, by zminimalizować ryzyko infekcji pochwy? Z pomocą przychodzą probiotyki, czyli preparaty zawierające żywe szczepy pożytecznych bakterii.

Oprócz tradycyjnych, dopochwowych kapsułek, mamy do dyspozycji znacznie wygodniejsze, doustne preparaty. Te najczęściej polecane przez ginekologów zawierają aż 3 miliardy bakterii idealnie dobranych szczepów, identycznych z florą intymną polskich kobiet. Jest to m.in. szczep bakterii Lactobacilus Rhamnosus, które wyjątkowo skutecznie redukują chorobotwórcze drobnoustroje w pochwie.

Co więcej nie wymagają przechowywania w lodówce. Wygodne opakowanie zawierające 20 kapsułek pozwala sprawnie przeprowadzić zalecaną przez lekarzy 20-dniową kurację. Taka standardowa terapia zapewnia większości pacjentek święty spokój przez kilka, a nawet kilkanaście miesięcy!

 

Przeczytaj również: